| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Izabela Trzaska
Izabela Trzaska - felietonistka, eseistka, początkująca poetka, pisarka
Pewnego wieczoru odkryłam drugie oblicze naszego kochanego nowego domownika. Książkowy mól, który spenetrował moją zasobną bibliotekę kocha też piłkę nożną. Miłości tej oczywiście nie rozumiem, bo przecież w sporcie tym nie ma nic fascynującego: dwie grupy spoconych samców biegają za piłką. Sama kiedyś grywałam w nogę, ale miałam wtedy maksymalnie naście lat i był to sport dla ruchu, a nie do siedzenia i popijania piwa, co wydaje się być bardzo męskie. Jak dla mnie owo siedzenie i podziwianie innych samców jest bardzo biseksualne. Nawet bardziej niż przyjaźnie kobiecie, przytulanie itp. sprawy, ponieważ jest w tym troszkę agresji, smrodu i innych rzeczy, które kochają mężczyźni.
Wróćmy jednak do mojego nowego domownika, który jest już z nami parę dobrych tygodni. Nie posiadam w domu telewizji, więc Darek musiał wyjść wieczorem do wiejskiej knajpy, gdzie na małym ekranie telewizora oglądał mecz. Nieśmiały naukowiec dzięki temu poznał kilku mężczyzn. Byli oni oczywiście w większości żonaci i przed zrzędzącymi kobietami uciekli do knajpy. Darka potraktowali jak jednego z nich: pewnie mieszka z wrednym babskiem, które nie pozwoli spokojnie obejrzeć meczu. Do głowy im nie przyszło, że można takiego urządzenia, jak telewizor w domu nie mieć!
Po meczu wpadli w znakomity nastrój rozmowy i picia. Po paru kolejkach odkryli, że Darek mieszka u mnie. Wśród zapitych mężczyzn był jeden kilka lat starszy ode mnie, który po mojej przeprowadzce na wieś robił końskie zaloty do mnie. Mam jednak dar zniechęcania niechcianych mężczyzn do siebie, przez co na szczęście zaniechał zdobywaniu twierdzy, jaką się okazałam.
Brak działań jednak nie przekładał się na chęci. Wręcz przeciwnie. Być może nabrał jeszcze większej ochoty jak najszybszego szturmu, ale nie miał okazji, aż tu raptem trafia się ktoś, kto ze mną mieszka. Zainteresowany najpierw opowiedział Darkowi, jaka to łatwa jestem, a jak to nie wywołało odpowiednich efektów to po prostu przywalił. Na szczęście mój domownik mimo swojego niepozornego wyglądu, zna sztuki walki i poza ciosem z zaskoczenia przeciwnikowi nie udało się nic mu zrobić.
Jedną z nielicznych osób, które szanuję z branży „wolnego zawodu” jakim jest dziennikarstwo czy publicystyka jest Grzegorz Braun: absolwent filologii polskiej na Uniwersytecie Wrocławskim – uczelni niedocenianej w naukowym światku i człowiek o zupełnie odmiennych poglądach niż ja, ale podobnie jak ja kocha uczyć się i dążyć do prawdy. Jest to troszkę kontrowersyjna postać. To on wywołał oburzenie znacznej części społeczeństwa i podważył autorytet naszego byłego prezydenta, Lecha Wałęsy (film Bolek) czy zrobił wiele zamieszania wokół KUL-u (uniwersytety o wątpliwym poziomie kształcenia; film Eugenika – w imię postępu). Wszystkie filmy Brauna to prawdziwe arcydzieła dziennikarstwa: niezwykle dokładne, wciągające, bogate kulturowo, językowo, muzycznie i obrazowo. Sam reżyser jest również postacią interesującą. Każde spotkanie z nim to prawdziwe święto. Wieczory reżyserskie czy spotkania na konferencjach z jego udziałem zapewniają nam rozrywkę intelektualną na bardzo wysokim poziomie. Jest to osoba niezwykle oczytania, ale potrafiąca też dzielić się swoją wiedzą, łączyć fakty.
Prywatnie Grzegorz Braun należy do grona tych osób, które kultywują tradycję szlachecką: żyje „zgodnie z tradycją”: wiara w Boga w ramach tradycji katolickiej, doskonała znajomość dogmatów wiary, pism, ale też krytyczne podejście do poczynań Kościoła. W ramach kultywowania pamięci po przodkach (Braun, jak na szlachcica przystało, ma wspaniałych przodków), walka o stracone dobra, nawet kosztem własnym (wykup ziem, które należały do rodziny, a przez lata ją stracili).
Kilka razy natknęłam się na krytykę reżysera w Internecie. Przez osoby dyskutujące nazwany został ateistą itd. itp. Być może jego filmy sprawiają wrażenie antykatolickich. Nic bardziej mylnego. To jedna z nielicznych osób (obok prof. Bartyzela, dra Głowali, prof. Pazia), którym dobro Kościoła leży bardzo na sercu. Dają oni wyraz swym poglądom nie tylko słowami, ale też postawą. Braun, o ile dobrze pamiętam, podziela to samo idylliczne marzenie o królu, którego Polakom ześle Bóg.
Dla Brauna chrześcijaństwo jest jest najwspanialszym generatorem optymalnej cywilizacji. Jego zdaniem poza sferą oddziaływania Chrześcijaństwa nie rozprzestrzenił się ten najcudowniejszy "wynalazek", jakim jest koncepcja indywidualności - oparta na wyjęciu jednostki spod władzy kolektywu dzięki dokonaniu przez Samego Zbawiciela fundamentalnego rozróżnienia tego "co cesarskie" i tego "co boskie". Żadna inna cywilizacja tego odkrycia nie dokonała. A jedynym stróżem tego skarbu (który np. protestantyzm wyrzucił do śmieci przez unifikację władzy świeckiej i duchownej) jest właśnie Kościół katolicki. Zawsze stara się przekonywać mnie, że wiara poza Kościołem może być zgubna. Odszukiwanie Boga "na własną rękę", poza Kościołem, jego zdaniem jest nierealne. Poza tym nie powinniśmy patrzeć na to, co prezentują sobą jednostki należące do organizacji, ale na to, co na temat Kościoła powiedział Sam Jego Założyciel i starać się, aby Kościół przez nasze poczynania stał się lepszy. Takie właśnie podejście Brauna pozwala (a może wręcz nakazuje) krytykować głowy Kościoła, które postępują niewłaściwie.
Dostałam coś takiego na fb. Myślę, że jest godne podzielenia się.
Przeczytaj to bez względu na to czy jesteś w związku czy nie, mężatką, zamężny…
„Kiedy wróciłem tamtego wieczoru do domu, moja żona przygotowywała kolację. Wziąłem ją za rękę, spojrzałem w oczy i powiedziałem: Musimy porozmawiać. Usiadła i po cichu zaczęła jeść posiłek. Po raz kolejny w oczy rzucił mi się ten ból w j...ej oczach. Nie potrafiłem wycedzić z siebie ani jednego słowa. Ale w końcu mus...iałem powiedzieć to, o czym tak długo myślałem. Chciałem rozwodu. W końcu to z siebie wyrzuciłem. Ku memu zdziwieniu nie rozpaczała, zamiast tego zapytała o powód.
Starałem się zmienić temat. To ją zdenerwowało. Chlusnęła we mnie wodą ze szklanki i stwierdziła, że nie jestem mężczyzną. Tamtej nocy w ogóle już ze sobą nie rozmawialiśmy. Cały czas płakała. Wiedziałem, że chciała usłyszeć ode mnie co się stała z naszym małżeństwem. Ale nie chciałem dać jej prawdziwego powodu a nic innego mi do głowy nie przychodziło. Straciła mnie na rzecz Jane. Już jej, po prostu, nie kochałem. Było mi jej żal, nic po za tym.
W poczuciu winy, podpisałem wcześniej przygotowany pozew rozwodowy, oddając jej dom, nasz samochód i 30% w akcjach mojej firmy. Rzuciła tylko na to okiem i podarła dokument. Osoba, która poświęciła mi 10 lat życia, stała się nagle zupełnie obca. Żal mi było jej straconego czasu, energii i poświęcenia, ale moja miłość do Jane była zbyt duża, no i kości zostały rzucone. W końcu jej płacz zmienił się w rozpacz, nabrał na sile, czego się spodziewałem. Prawdę mówiąc w tym momencie ulżyło mi. Pomysł rozwodu, który chodził za mną od tygodni, ciążył niczym kamień, w końcu zaczął wydawać się rozsądnym i prawidłowym rozwiązaniem. Utwierdziłem się w tym rozwiązaniu.
Następnego dnia , wróciłem do domu bardzo późno, zobaczyłem ją piszącą coś przy stole. Nie chciało mi się przygotowywać sobie kolacji, więc udałem się prosto do łóżka. Sen zmógł mnie momentalnie, byłem tak wykończony niesamowitym dniem spędzonym z Jane. Kiedy się obudziłem, zobaczyłem ją nadal przy stole, piszącą. Prawdę mówiąc nie obchodziło mnie to, więc obróciłem się na drugi bok i usnąłem.
Nad ranem przedstawiła mi swoje warunki rozwodowe: Nie chciała ode mnie niczego, ale potrzebowała miesiąca czasu, wtedy da mi rozwód. Poprosiła również, że podczas tego miesiąca oboje zrobimy wszystko, żeby żyć ze sobą jak normalniej się tylko da. Jej powód był prosty: Nasz syn miał egzaminy za miesiąc a ona nie chciała, żeby rozpad małżeństwa rodziców wpłynął na jego naukę i wyniki.
To były warunki do zaakceptowania. Ale poprosiła o jeszcze coś. Poprosiła abym przypomniał sobie, jak przeniosłem ją przez próg sypialni w dniu naszego ślubu. Poprosiła, abym każdego dnia w ciągu tego ostatniego miesiąca naszego małżeństwa, niósł ją w ten sposób z naszej sypialni aż pod drzwi wejściowe. Pomyślałem, że jej odbiło. Ale chcąc doprowadzić do końca nasze małżeństwo i rozpocząć życie z Jane, zgodziłem się.
Opowiedziałem Jane o warunkach rozwodowych mojej żony. Śmiała się i powiedziała, że to absurd. Powiedziała również, że bez względu na sztuczki, jakie wymyśli moja żona, w końcu będzie musiała się pogodzić z końcem jej małżeństwa.
Moja żona i ja nie mieliśmy żadnego kontaktu cielesnego od bardzo dawna. Nawet zwykły dotyk był nam obcy. Więc kiedy, po raz pierwszy od dnia naszego ślubu, wziąłem ją w ramiona i przeniosłem z sypialni pod drzwi wejściowe, oboje czuliśmy się nieswojo i niezdarnie. Nasz syn wtórował całej sytuacji oklaskami. Patrzył na nas z uśmiechem i radością. Sprawiło mi to trochę bólu wewnątrz, wiedząc co się stanie za miesiąc. Trzymając ją tak w ramionach przeszedłem 10 metrów, zatrzymując się przed drzwiami wejściowymi. Ona spojrzała na mnie, zamknęła oczy i wyszeptała, abym nie mówił ich synowi o rozwodzie. Kiwnąłem głową, czując wewnątrz jakiś dziwny ból. Postawiłem ją na nogi, po czym pozwoliłem odejść na autobus, którym jechała do pracy. Sam pojechałem do swojego biura.
Drugiego dnia, poszło nam o wiele łatwiej. Wślizgnęła mi się na ręce, opierając się o klatkę piersiową. Zapach jej perfum momentalnie uderzył moje nozdrza. Zdałem sobie sprawę, że przez lata, wiele szczegółów umknęło mi , przestałem patrzeć na nią jak na kobietę. Zauważyłem, że nie była już tak młoda. Jej twarz otaczały zmarszczki, włosy u podstawy posiwiały. Nasze małżeństwo wyraźnie zaznaczyło swoje ślady na jej ciele. Przez moment, zacząłem się zastanawiać, co takiego jej zrobiłem.
Czwartego dnia, kiedy ją unosiłem, poczułem przez chwilę ten błysk intymności pomiędzy kobietą a mężczyzną, niczym przed laty. Patrzyłem na kobietę, która poświęciła mi 10 lat swojego życia. Szóstego dnia zacząłem coraz bardziej komfortowo czuć się, mając jej ciało blisko siebie. Jakby zatracona intymność zaczęła powracać z otchłani zapomnienia. Nie powiedziałem o tym Jane. Z każdym dniem, robiłem to z coraz większą łatwością i swobodą. Być może była to jakaś forma ćwiczenia, przez co stawałem się silniejszy fizycznie.
Pewnego ranka, zobaczyłem ją, jak wybiera co na siebie włożyć. Wybierała z pośród wielu sukienek, ale nie mogła się zdecydować. W pewnym momencie westchnęła i powiedziała jakby do siebie: Wszystkie moje sukienki zrobiły się za duże. Zdałem sobie sprawę, że strasznie straciła na wadze, dlatego z taką łatwością nosiłem ją każdego dnia. W końcu to do mnie dotarło. Nosiła w sobie tyle żalu, smutku i bólu. Jakby podświadomie moja dłoń sięgnęła jej głowy.
W tym momencie wszedł nasz syn i powiedział: Tato, czas abyś zaniósł mamę do wyjścia. Dla niego widok ojca niosącego jego mamę do drzwi wyjściowych stał się nieodłącznym rytuałem dnia. Moja żona przyciągnęła go do siebie i mocno przytuliła. Odwróciłem głowę, bojąc się że moje emocję puszczą i zmienię decyzję. Wziąłem ją w ramiona i zszedłem z nią te 10 metrów pod drzwi wyjściowe naszego domu. Czułem jak jej dłoń oplata moją szyję. Trzymałem ją w ramionach pewnie ale nie za mocno. Nagle poczułem jakby czas się cofnął o 10 lat.
Ale jej wątła sylwetka mnie zasmuciła. Ostatniego dnia, kiedy trzymałem ją w ramionach, poczułem jak każdy krok stawiam z trudem. Nasz syn już dawno był w szkole. Trzymając ją tak w ramionach, spojrzałem na nią i powiedziałem, że zdziwiło mnie jak brak intymności pomiędzy kobietą a mężczyzną wpływa na ich związek. Pojechałem do biura. Wszystko działo się tak szybko. Wyskoczyłem z samochodu, nawet go nie zamykając, nie chciałem dopuścić do siebie żadnych wątpliwości. Wszedłem na górę. Jane otworzyła mi drzwi. Spojrzałem jej głęboko w oczy i jakby wiedziała, co za chwilę powiem. Powiedziałem jej, że jest mi bardzo przykro, ale nie chcę rozwodu. Spojrzała na mnie, niczym porażona. Dotknęła mnie, jakby sprawdzając czy nie mam temperatury. Wziąłem ją za dłoń i odsunąłem ją. Powtórzyłem, jak bardzo mi przykro i, że się nie rozwiodę. Dotarło do mnie, jak wiele poświęciła dla mnie żona, jak brak dotyku i intymności wpłynął na relację między nami i jak zaniedbałem nasze małżeństwo, kobietę, która była przy mnie przez 10 lat, dała mi na świat syna. I być może zrozumiałem to dopiero teraz nosząc ją przez ten miesiąc na rękach. Dlatego będę pracował nad sobą i naszym małżeństwem i zrobię wszystko co w moich siłach, aby nosić ją do końca naszych dni, tak jak sobie przyrzekliśmy przed ołtarzem, w dniu naszego ślubu. Jane jakby oprzytomniała i poczułem silny plask na swoim policzku. Zamknęła za mną drzwi i słyszałem jak płacze. Zszedłem na dół i odjechałem. Po drodze zatrzymałem się w kwiaciarni i zamówiłem bukiet kwiatów dla mojej żony. Sprzedawczyni zapytała mnie co ma widnieć na karteczce przy bukiecie? Uśmiechnąłem się i napisałem : „Będę Cię nosił w ramionach każdego ranka aż śmierć nas nie rozłączy”.
Tego dnia wróciłem szybciej do domu, trzymając bukiet w dłoni. Byłem strasznie szczęśliwy, czułem uśmiech na mojej twarzy. Wszystko nabrało zupełnie nowych, niesamowicie świeżych barw. Wbiegłem po schodach na górę. Leżała na łóżku. Nie ruszała się. Była martwa. Jak się okazało, moja żona chorowała na raka od wielu miesięcy. Walczyła z tą straszną chorobą, przegrywała, będąc w stadium termalnym. Byłem tak zajęty swoim życiem i Jane, że tego nie zauważyłem. Wiedziała, że jej czas się kończy, dlatego sprawiła mi swój ostatni dar. Chciała mi oszczędzić reakcji syna, jego poczucia winy względem mnie i naszych relacji w przyszłości. Wiedziała, że gdyby rozwód doszedł do skutku, nasz syn znienawidziłby mnie. Przynajmniej w oczach naszego syna, nadal byłem kochającym ojcem… do samego końca.
Najdrobniejsze szczegóły naszego życia, te detale, są tym co jest najważniejsze w związku. Nie chodzi o posiadłość w której mieszkacie, samochody, domek letniskowy, konto w banku. One mogą jedynie stworzyć warunki w których żyjecie szczęśliwie, ale nie samo szczęście.
Więc nigdy nie traćcie z zasięgu wzroku najprostszych gestów. Dotyku, intymności, wzajemności. To one wpływają na jakość waszej relacji.
Podziel się tym jeśli uważasz, że warto.
Czas płynie nam wszystkim. Niektórym po prostu szybciej.
piątek, 18 maja 2012
Licznik odwiedzin: 1 803 657 (wersja testowa)